Kwota zbiórki: 18 000 zł

Cel zbiórki: Leczenie komórkami macierzystymi

Czas trwania zbiórki: 30 kwietnia 2019

Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej

Wszystko zaczęło się w lecie 2015 roku. Pewnego pięknego dnia poczułam jak słabnie mi lewa stopa i nie mogę nią poruszać. Przecież jest, widzę ją, czuję dotyk, zimno, gorąco, ukłucie – wszystko. Ale stopa mnie nie słucha. Nie mam nad nią władzy. Nie mogę chodzić. Sądziłam, że jest to zwykły uraz mechaniczny, że źle stąpnęłam i że za chwilę wszystko wróci do normy. Nie wróciło.

Po paru tygodniach, ze stopą było już coraz gorzej. Musiałam nosić ortezę i podpierać się laską. Wszyscy lekarze i rehabilitanci podejrzewali porażenie i problemy z nerwem strzałkowym. Długie ćwiczenia, masaże, leki, terapie i nic… było wciąż gorzej i gorzej. Trudności z chodzeniem pogłębiały się. Zaczęły się pobyty w szpitalach, najpierw w Inowrocławiu, potem w dwa razy Poznaniu , potem jeszcze sanatorium i kolejna intensywna rehabilitacja. Wykluczono po kolei neuroberlioze, stwardnienie rozsiane, guz mózgu, choroby kręgosłupa. W między czasie straciłam pracę. Instytucja finansowa, w której byłam zatrudniona i pracowałam przez ostatnie lata upadła i wszyscy zostali zwolnieni. Zostałam na bruku, bez pracy. Byłam załamana. Do tego czułam, ze coś niedobrego dzieje się z moim zdrowiem. Tylko nikt nie mógł mi powiedzieć dlaczego.

W połowie 2018 roku zaczęła słabnąć prawa ręka, palce i lewa stopa. Dołączyły się problemy z mówieniem. I znowu jak z nogą, wszystko czułam – każdy dotyk, zimno i ciepło – a nie miałam władzy nad swoim ciałem. Dopadła mnie silna depresja. Ja zawsze ruchliwa i samodzielna powoli stałam się zależna od innych, traciłam siły.

W listopadzie 2018 roku zostałam przyjęta na oddział neurologiczny szpitala na Banacha w Warszawie. Po kolejnych skomplikowanych i żmudnych badaniach została postawiona straszna diagnoza. Od 2015 roku jestem chora na SLA. Ta podstępna choroba zabiera mi po kawałeczku każdy mięsień, wolność i samodzielne życie.

Nie znana jest etiologia i przyczyny. Ta straszna choroba zabiera mi po kawałeczku nogi, ręce i głos. Chce zabrać tez oddech. Patrzę na swoje ciało- czuję je i widzę jak się zmienia, jak zanikają mięśnie. Jak stają się bezwładne i bez żadnej możliwości ruchu. Staję się nieruchoma. Jestem więźniem we własnym ciele. I strasznie się boję. Boję się co będzie dalej. Jak sobie poradzimy? SLA to przerażająca choroba. Zarówno chorzy jak i ich rodziny muszą się z nią zmierzyć sami. Jesteśmy bezradni i wystraszeni. Ta choroba poniża i odbiera godność. Czujemy wszystko i nic nie możemy poradzić na to, ze SLA tak szybko wszystko odbiera. Stwardnienie zanikowe boczne jest chorobą, której w Polsce systemowo się nie leczy. Mam sobie radzić sama – jak wszyscy chorzy na SLA.

Na dzień dzisiejszy jedynym sposobem dającym nadzieję na powstrzymanie i spowolnienie choroby jest przeszczep komórek macierzystych wykonywany w Katedrze Neurologii i Neurochirurgii w Olsztynie. Niestety jest to bardzo drogi zabieg i nie jest refundowany przez NFZ. Ale jest moja jedyną szansą. Daje nadzieję, że dzięki niemu ja i inni chorzy doczekamy wynalezienia leku na tę chorobę. Że będziemy zdrowi zanim całkowicie zniszczy mięsnie i zabierze życie.

Komórki macierzyste, w trzech turach wszczepia się chorym, którzy jeszcze samodzielnie jedzą i oddychają. Mam więc mało czasu. Przeszłam wstępną weryfikację, zostałam zakwalifikowana i zostałam poinformowana o kosztach zabiegu, które wynoszą 54 tys. złotych (koszt każdej z trzech tur to 18 tys. zł).

I tu stanęliśmy pod ścianą. Przeszczep ten nie jest refundowany przez NFZ. Koszt tak bardzo przewyższa nasze możliwości finansowe, że możemy jedynie prosić o pomoc, o wpłatę choćby złotówki na tę zbiórkę. Po trzech latach leczenia, nie mamy już żadnych oszczędności ani dodatkowych dochodów, które mogłyby umożliwić pokrycie tak ogromnych kosztów zabiegu. A czas nieubłaganie płynie. Choroba postępuje. Do zabiegu kwalifikowani są tylko ci chorzy, którzy jeszcze samodzielnie jedzą i oddychają. Mam wiec bardzo mało czasu.

Zwracam się do Państwa z ogromną prośbą o pomoc. O szanse na życie. Żeby przedłużyć sprawność potrzebuję przeszczepu, stałej rehabilitacji, wielu suplementów i specjalnych leków. Przeszczep komórek macierzystych to moja jedyna szansa na życie. Jest dla mnie ratunkiem, a jednocześnie jest nieosiągalny, bo nie mam takich funduszy, żeby móc za niego zapłacić. A tak bardzo chcę żyć. Póki jeszcze samodzielnie oddycham i jem. Póki mogę jeszcze wszystkim sama powiedzieć DZIĘKUJĘ, ŻE URATOWALIŚCIE MI ŻYCIE. Bo przecież Życie jest najważniejsze.

24%Zebrano 4382zł z 18000złModli się 6 osób69 dni do końca akcjiWsparło nas 13 osób